Zamknij
REKLAMA

SOSW w Chełmnie uczy dzieci w trybie stacjonarnym. Dlaczego podjęto taką decyzję i czy jest to zgodne z przepisami?

16:34, 19.11.2020 | J.P
Skomentuj
REKLAMA

Od poniedziałku (16.11.2020) w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Chełmnie została przywrócona nauka stacjonarna. O obecne funkcjonowanie Placówki zapytaliśmy Panią Dyrektor Aleksandrę Głowacką:

W całej Polsce obowiązuje zalecenie Premiera, dotyczące nauki zdalnej do 29.11.2020. Kto podjął decyzję o otwarciu SOSW dla uczniów?

-Pan Premier w porozumieniu z Ministrem Edukacji Narodowej wyłączył nas z rozporządzenia. A rozporządzenie, które mówi o przejściu wszystkich w tryb stacjonarny informuje, że Specjalne Ośrodki Szkolno-Wychowawcze funkcjonują tak, jak przed tym rozporządzeniem -  to znaczy, że może Placówkę „zamknąć”  Dyrektor w porozumieniu z Sanepidem. Zatem taka sytuacja miała miejsce 3 tygodnie temu, kiedy w naszym Ośrodku były zachorowania i wtedy w porozumieniu z Panią Dyrektor Sanepidu Chełmińskiego podjęliśmy decyzję z Panem Starostą, jako przedstawicielem Organu Prowadzącego, o zupełnym zamknięciu Ośrodka. Przez ponad 3 tygodnie nie odbywały się żadne zajęcia, ponieważ mieliśmy kilkanaście zachorowań wśród kadry i pracowników obsługi (17 osób). Było sporo tych zachorowań, w związku z tym Sanepid zadecydował o zamknięciu Placówki na 3 tyg. Pozwalało to mieć nadzieję, że organizmy zarażonych osób się „wyczyszczą” z wirusa - nawet te przypadki, których zachorowanie przebiegało bezobjawowo (np. wśród dzieci). Nasz powrót byłby bezpieczny. Dzisiaj pracujemy hybrydowo. To nie jest tak, że odbywa się nauka wyłącznie stacjonarna.

Czyli rodzice dzieci mieli wybór, czy chcą, aby ich dzieci uczęszczały do szkoły lub uczyły się zdalnie?

-Tak! Każdy z rodziców był zapytany o zdanie i zadeklarował się, czy chce, żeby jego dziecko wróciło do edukacji stacjonarnej. W naszym przypadku dwa czynniki są kluczowe. Po pierwsze bardzo trudno prowadzić zdalne nauczanie w stosunku do osób niepełnosprawnych intelektualnie. A kolejna sprawa jest taka, że technologie cyfrowe są bardzo często dla nich niedostępne. Nie ma z drugiej strony sprzętu, nie ma łącza internetowego, więc to są zazwyczaj osoby, które nie potrafią obsługiwać komputera. Zdarza się także, że dzieci niepełnosprawne funkcjonują w rodzinach o niskim statusie społecznym, ale też o niskich umiejętnościach. W związku z tym trudno nam zorganizować lekcje - a w trybie rzeczywistym, to już w ogóle nie ma o czym mówić (tak jak w innych szkołach to ma miejsce).

W tej chwili skorzystaliście Państwo z tzw. „luki prawnej”, że nie jesteście typowo szkołą, lecz Specjalnym Ośrodkiem Szkolno-Wychowawczym?

-To nie jest luka prawna, tylko zamierzone działanie Ministra, bo Minister stwierdził, że strata z nieprowadzenia zajęć terapeutycznych jest większa, niż narażenie na ewentualne zachorowania.

Dzieci niepełnosprawne umysłowo się uwsteczniają, jeśli nie mają systematycznych zajęć w Ośrodku?

-To po pierwsze - ale u nas zajęcia, takie jak w normalnej szkole, dotyczą tylko dzieci, które są z lekkim stopniem niepełnosprawności intelektualnej (czyli w szkole podstawowej i szkole zawodowej), natomiast reszta uczniów – i to jest większość Ośrodka – to są zajęcia terapeutyczne. Nie można prowadzić terapii przez telefon.

Jak wygląda obecnie nauka w Placówce? Czy lekcje są prowadzone tradycyjnie przez 45 minut? W jaki sposób to Państwo organizujecie?

-Tutaj też skorzystaliśmy z elastyczności, którą pozwolił stosować Minister, abyśmy mogli jak najbardziej spełnić wymogi inspektora sanitarnego. Przede wszystkim zastanowiliśmy się nad tym, jak nie gromadzić dzieci w świetlicach. W związku z tym porozumieliśmy się gminami i skróciliśmy lekcje do 30 minut, dlatego żeby dopasować odwozy dzieci z terenu powiatu. W ten sposób busy nie muszą przyjeżdżać o godz. 15:15, lecz w okolicach godz. 14:00. Bo ten czas potem gromadził dzieci w jednym pomieszczeniu.

Czy w Waszych budynkach - ze względu na zalecany dystans społeczny - dzieci są rozlokowane tak, żeby nie miały ze sobą zbyt dużego kontaktu?

-Oczywiście, że tak. Klasy przede wszystkim są podzielone na połowę i jedna część na boisko wychodzi przed szkołę, a druga za budynek. Klasy nie zmieniają pomieszczeń, tylko nauczyciele przechodzą do uczniów. Dzieci mają zajęcia tylko w jednej klasie. Mimo, że nie mamy takiego obowiązku, bo osoby niepełnosprawne nie są zobowiązane do noszenia maseczek, to porozumieliśmy się z rodzicami i udało nam się wyegzekwować to, że nawet nasze dzieci chodzą w maseczkach.

To jest zapewne strasznie trudne, bo nie jest łatwo wytłumaczyć dzieciom niepełnosprawnym umysłowo, że powinny nosić maseczki?

-W stosunku do tych głęboko niepełnosprawnych jest to niemożliwe i tam takich prób nie podejmowaliśmy, ale wszystkie te dzieci, z którymi możemy nawiązać kontakt werbalny, i którym możemy tłumaczyć  mechanizmy konieczne do ochrony zdrowia, to oczywiście nam się udało. Nawet nasze przedszkolaki wychodziły na spacer wczoraj w maseczkach, co było widokiem niesamowitym. Także Ośrodek funkcjonuje u nas w okrojonym składzie, bo w każdej klasie właściwie jest taka sytuacja, że któryś z rodziców zostawił dziecko w domu - ze względu na sprzężenia zdrowotne, albo na wysoki poziom lęku, który jest nasilony wśród rodziców. I wtedy nauczyciel pracuje w trybie hybrydowym, tzn. prowadzi normalnie zajęcia z uczniami stacjonarnie, a ten czas, który powstał po skróceniu godzin – plus jeszcze czas wolny – nauczyciel wykorzystuje do tego, żeby pracować z tymi dziećmi, które pracują w trybie zdalnym.

Czyli w zasadzie nauczyciele mają teraz podwójną „robotę”, ponieważ muszą przygotować nie tylko lekcje w szkole, ale także on-line?

-Umówiliśmy się, że ten sam materiał, jaki realizują z dzieckiem w klasie - przekazują uczniowi, który jest w domu, aby jak najbardziej wyrównywać jego szanse. Natomiast prawda jest taka, że to jest możliwe tylko w pewnej części do zrealizowania. Inaczej pracuje się z dzieckiem bezpośrednio, a inaczej zdalnie.

Czy kadra nauczycielska wróciła bez zastrzeżeń i bez obaw do pracy stacjonarnej?

-Chyba nikt z nas nie jest bez obaw. Większość mojej kadry to są pasjonaci, na których można liczyć i z ogromną ochotą wrócili do tej pracy, bo zdają sobie sprawę z tego, że każda przerwa jest nie tylko szkodą dla dziecka, ale też i dla nich. Nie mogę powiedzieć, żeby nie było obaw i lęku. Sama podejmując taką decyzję byłam obarczona odpowiedzialnością. Mamy ogromny reżim sanitarny, nie wpuszczamy obcych osób na teren Ośrodka, rodzice odbierają dzieci „przed drzwiami” z rąk nauczyciela. Ograniczyliśmy maksymalnie ilość osób wchodzących do Placówki. Staramy się z naszymi dziećmi pracować, bo trzeba sobie zdawać sprawę, że my pracujemy z nimi już od 5 miesiąca życia i tych zajęć z wczesnego wspomagania nikt nie jest w stanie zrobić. Nikt nie zastąpi rehabilitanta i rewalidanta.

Proszę mi jeszcze powiedzieć, ilu nauczycieli przebywa obecnie na zwolnieniach lekarskich?

-Sytuacja jest dynamiczna, ale to nie jest jakiś masowy proceder, że się tak wyrażę – jest to kilka osób, na ponad 70 nauczycieli.

Odczuwa Pani Dyrektor braki kadrowe w tej chwili? Czy pozostali nauczyciele zastępują nieobecnych w ramach nadgodzin?

-Wszystko odbywa się w ramach przydziału pracy, bo Dom Pomocy Społecznej w Klasztorze jest wyłączony z działalności, ponieważ jest tam kwarantanna. I Ci nauczyciele, którzy na co dzień pracują w DPSie, są na zastępstwach i realizują swój przydział zadań. Przy tak licznym gronie mogę to łatwiej zorganizować niż inny dyrektor szkoły.

Obecnie są bardzo wysokie statystyki zachorowań w Polsce i umieralność na koronawirusa również – czy nie uważa Pani, że lepiej byłoby poczekać te 2 tygodnie z rozpoczęciem nauki stacjonarnej? Nie obawia się Pani, że kontakt dzieci wpłynie na wzrost zakażeń w Chełmnie?

-Trudne pytanie mi Pani zadała. Odczuwaliśmy bardzo duży nacisk ze strony naszych rodziców, ponieważ trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że dziecko autystyczne - zamknięte w 4 ścianach ma tak ogromne zaburzenia zachowania, że jest to trudne do opanowania dla rodzica. Decyzja otwarcia Ośrodka była uwarunkowana bezpośrednią decyzją i deklaracją każdego rodzica, więc jeżeli rodzic zdecydował, że „NIE” - to nie ma z tego powodu żadnych konsekwencji. Ja sobie zdaję sprawę z tego, że może to wpłynąć na liczbę zakażeń, ale z drugiej strony nie jesteśmy na bezludnej wyspie, tylko chodzimy do sklepów i funkcjonujemy.

To są jednak dzieci, które mają różnego rodzaju schorzenia, np. osoby z Downem, czyli bardziej podatne na wszelkie zachorowania.

-No są – tylko że osobą, która bezpośrednio to ocenia jest rodzic i historia zdrowotna każdego dziecka. Ja nie mówię, że to była łatwa decyzja, bo nie była. Też jesteśmy nastawieni na to, że w każdej chwili w porozumieniu z Organem Prowadzącym możemy tę działalność przenieść znowu w tryb zdalny. Natomiast brutalna prawda jest też taka, że nasze dzieci giną w systemie i że to nie jest tak, jak w szkole masowej - lekcja nie toczy się według planu. Mamy takie dzieci, które gdzieś zupełnie na głębokiej wsi zostały pozbawione kontaktu. I dlatego ważyliśmy tą decyzję. Proszę mi uwierzyć - wszystko przemyślałam w jedną i drugą stronę. Konsultowałam swoje decyzje, bo u nas pracuje bardzo dużo Ośrodków Szkolno-Wychowawczych. Porozumiałam się także na etapie Kuratorium z Panią Wizytator i potraktowaliśmy naukę stacjonarną w Ośrodku, jako MNIEJSZE ZŁO.

Czyli otwarcie Placówki dla uczniów to wspólna decyzja w porozumieniu ze Starostwem Powiatowym?

-Oczywiście – Starostwo jest moim Organem Prowadzącym, w związku z tym uczestniczy we wszystkich moich decyzjach. Pan Starosta jest zorientowany w temacie. Natomiast sytuacja jest dynamiczna i jeżeli tylko pojawią się jakiekolwiek symptomy do tego, żeby ten Ośrodek przenieść w pracę zdalną, to oczywiście to zrobimy.

Bardzo dziękuję za udzielenie informacji.

 

(J.P)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (3)

cchcch

9 2

W powiecie chorych przybywa a dzieci muszą chodzić do szkoły. Najwidoczniej Pani dyrektor niedbała o zdrowie i życie uczniów jak i ich rodzin. Pogratulować odwagi za odpowiedzialność w razie narażenia na utratę zdrowia być może całego powiatu. 13:04, 21.11.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Tomasz Tomasz

1 0

"osoby z Downem" - brzmi to co najmniej niefortunnie, a z pewnością nieprofesjonalnie. 13:19, 23.11.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

RodzicRodzic

3 0

Rząd zamyka szkoły a starosta z dyrektorem i kuratorem otwiera. Dziwne? Może uczniowie i nauczyciele maja się pozarażać. A może już są zaszczepieni? Co na to sanepid? A może ….. 20:38, 23.11.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA